Była zupełnie zwykła.
Z uporem naiwnej dziewczynki
szukała trzeźwości w pustych szklankach
i zimnej pościeli.
I aprobaty w swoich własnych oczach.
Nie mogła sobie przypomnieć
starannie przygotowanego planu.
Na życie.
Szybki oddech przestał pomagać.
W napadzie bolesnych duszności
wyssała całe powietrze
z próżni, w której się znalazła.
Właśnie wtedy.
Jej krzyk nabrał matowej, chrapliwej barwy.
Zamilkła.
Próbowała ze sobą rozmawiać,
ale już nie umiała słuchać.
Udusiła się stworzoną przez siebie baśnią.
I tamtego dnia
przestała istnieć razem nią…